Przez weekend naładowałam akumulatory. W końcu prawdziwie wypoczęłam. Aż wstyd się przyznać, ale chyba największym naszym wysiłkiem było podniesienie się sprzed komputera/telewizora, żeby coś zjeść!
W dodatku na początku poszliśmy na łatwiznę i zamówiliśmy sobie jedzenie 'do łóżka' co kompletnie się nie opłaciło, bo zapłaciliśmy 60zł!!!! WTF?! (10zł dowóz WTF 2?!) za dwie średniej jakości porcje kurczaka, okropną zupę i w miarę smaczne, ale maleńkie sajgonki. Nigdy więcej 'Woo to go' !
Kolejny dzień był bardziej ambitny, odwiedziliśmy Ewkę ;* i Przemka w ich nowym mieszkanku. Tam przyszykowałyśmy placki 'ziemniaczane' z cukinii z kurczakiem w sosie prosto ze słoiczka od Ewy mamy. :) Cała reszta wieczoru polegała na pożeraniu owoców z fondue.
Powrót do rodzinnego miasteczka też polegał głównie na leżeniu pod kocem, przeglądaniu internetu (znalazłam stronę z produktami umilającymi domowe porządki - beneva.pl ) oglądaniu tv i przekąskach. CO ZA GRZESZNY WEEKEND!!
Jutro od rana jadę z mamą szukać grzybków w lesie. Uwieeeeelbiam grzyby w każdej postaci.. będzie gotowanko :) Następnie nagram dla Was w końcu jakiś film na yt, a wieczorem z powrotem do Wrocławia.
Pozdrawiam, M.









